Miejska definicja samotności

Podziel się

Miejsce akcji: Warszawa

Szanowny Czytelniku / Szanowna Czytelniczko,

czym jest samotność w wielkim mieście? Zostańmy przy Warszawie, abym daleko nie podróżował ze swymi rozważaniami.

Mieszkam w tym mieście od urodzenia. Wiele mogę powiedzieć o ludziach, mniej o miejscach, ale to przecież nie one są istotne. Wbrew pozorom, znalezienie odpowiedzi na tak postawione pytanie nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

 

Wielkomiejskie społeczeństwo – generacje

Jacy są ludzie w Warszawie? Przede wszystkim, zacznijmy od sprawy najistotniejszej, czyli że Stolica to mariaż pokoleniowy, kulturowy, wyznaniowy i Bóg wie jeszcze jaki. Połączenie złego i dobrego, sacrum z profanum.

Tak jak starsze pokolenie potrafi sobie zorganizować życie osobiste, tak młodzież ma z tym problem, mam wrażenie, dość słusznych rozmiarów problem, bowiem…

Starsi ludzie nie znają pojęcia samotności w sensie relacji damsko – męskiej. To generacja hołdująca wierności na lata, nawet w wielkim mieście, jakim niewątpliwie jest Warszawa. Mają co innego w głowie, inna filozofia. Co innego młodzi. Młodzi…

 

Problematyka samotności

Młodzi ludzie mają problem z wieloma kwestiami stricte damsko-męskimi, a wypadkową takiego stanu rzeczy jest samotność. Wedle mojej oceny, największym problemem współczesnej młodzieży jest nawiązywanie relacji z drugą osobą. Niemożliwe w Warszawie? Niejednokrotnie widziałem w mieście osoby, które podejrzewam o bycie singlami.

Co więcej,  mam wrażenie, że ilość par, które bez skrępowania okazują sobie miłość w miejscach publicznych zmniejszyła się. Mniej par, więcej singli. Jesteśmy zapracowani, różnorako zajęci, nie mamy czasu, aby się spotykać. To jedna strona medalu – wina czasów, tempa życia.

Po drugiej stronie jest niechęć do nawiązywania relacji uczuciowej z płcią przeciwną. Są osoby, które niespecjalnie garną się do zbudowania relacji/związku, czy jakkolwiek bym tego nie nazwał.

Powody są zazwyczaj dwa, a mianowicie: strach oraz chęć bycia wolnym, niezależnym. Taki strach zaburza funkcjonowanie społeczne pod względem socjologicznym, niszczy coś co nazywa się „podstawową komórką społeczną – rodziną”, która z takiego związku mogłaby powstać.

Wspomniałem o strachu. Introwertyzm… społeczny. Specyficzna forma strachu przed integracją z ludźmi. Przykładem na to, o czym piszę, jestem ja sam. Od dwudziestu trzech lat nie znalazłem kobiety, z którą mógłbym coś sensownego zbudować. Związek jakiś na przykład. Na szczęście mam uzasadnione podejrzenia odnośnie tego, iż nie jestem odosobniony w swej sytuacji życiowej.

Tak wybrałem, nie szukam na siłę. Kobieta, która będzie mi odpowiadała pod względem XYZ, sama się odnajdzie. Jestem zdania, że szczęściu nie zawsze trzeba pomagać na siłę, bo i po co? Przy okazji tej części powinienem chyba wspomnieć o pewnym niuansie, moim zdaniem bardzo istotnym w kontekście opisywania przyczyn samotności, już nie tyle w wielkim mieście, co nawet ogólnie.

 

Target wiekowy a samotność: małolatki, a niby takie pełnoletnie

Ostatnio rozmyślałem nad pewną sprawą dotyczącą kobiet i jakże mi przykro, konstatacja była niespecjalnie wesoła. Otóż zarzuca się mężczyznom, że mają kryzys męskości, ale już o kobietach nie napisze nikt, czyli znów muszę napisać coś ja, bo ktoś nie pomyślał. Dobrze więc, otóż mężczyźni (młodzi w szczególności i na nich chciałbym się skupić) nie mają z kim(!) tworzyć związków i relacji.

Jak tak sobie patrzę na dziewczyny, które mijam na Śródmieściu czy gdziekolwiek indziej, chce mi się płakać. Dziewczyny, które są już raczej pełnoletnie, zachowują się jak tępe 13-latki, chichoczą bez przerwy lub gadają o jakichś lakierach, szamponach do włosów oraz jak to one się wczoraj niemiłosiernie upiły. Błagam, no z kim ja mam rozmawiać? I co istotniejsze o czym? Tylko być samotnym i płakać nad ich losem. Pełnoletnie takie są, ot co! Przesunąłem wiec swój tzw. target wiekowy dotyczący kobiet. No, bo skoro grupa 18-20 w większości jest taka, jaka jest, to ja na taką rzeczywistość nie wyrażam zgody. Przesuwam strzałkę na 25–30 lat. Mam większą pewność, że taka kobieta ma nieporównywalnie bardziej poukładanie w głowie, niż przeciętna małolata. Target wiekowy, wbrew pozorom, ma bardzo istotny wpływ na to, czy ktoś jest sam. W mieście, i na wsi również.

 

Waga wykształcenia

Podobno nie istnieją głupie pytania, więc pytam: Czy wykształcenie ma wpływ na to, czy ktoś jest samotny w wielkim w mieście?  Czy jeśli aktualnie jestem w trakcie pracy nad „magisterką”, nie mógłbym być z kobietą nieco lepiej lub gorzej wykształconą ode mnie?

Dziwi mnie to, że ktokolwiek mógłby brać takie kryterium pod uwagę przy wyborze partnerki/partnera. Ja nie biorę. Odnoszę wrażenie, że to w ogóle nie jest kryterium w kontekście związków. Szczęście nie może być zbudowane na takiej błahostce.

Czy „cymbał” może być szczęśliwy z panią magister/doktor i odwrotnie? Najprawdopodobniej tak. Pytanie, jak będą to szczęście definiowali. Wykształcenie lub jego brak nie predestynuje do bycia samotnym lub nie, nie jest kryterium, kategorią, definicją.

 

Summa summarum

Istnieje coś takiego jak samotność i dotyczy nie tylko wielkiego miasta, ale również mniejszych miejscowości, czy terenów wiejskich. Tekst jest co prawda krótki, ale podałem różne typy, powody i kategorie samotności, a za przykład wziąłem rodzinne miasto.

Jak zapewne zauważyłeś/zauważyłaś, Czytelniku/Czytelniczko, nie wspomniałem ani słowem o wszelakich agencjach/biurach matrymonialnych czy towarzyskich. Celowo, gdyż  pójście tam uważam za ostatni akt desperacji, a nie realną receptę na bycie samemu. Samotność to nie choroba. Nie ma się czym martwić i nikogo pocieszać. Samotność to najczęściej WYBÓR, który jest podyktowany pięcioma tysiącami powodów, najczęstsze pozwoliłem sobie wymienić w tekście. Na wymienienie reszty przyjdzie czas.

Może kto inny, w innym tekście, innym czasie? Być samemu w wielkim mieście. Samotność.

Jednak można być szczęśliwym. Czekając. Wszak szczęście, podobnie jak króliczek,  nie jest po to, aby je złapać, ale po to, aby je gonić. Czyż nie mam racji?

Norbert Adamczyk,

Absolwent WUE Kulturoznawstwa, studiów II stopnia


Podziel się